Wakacyjna szkolna samowolka (cz. 2)
- Musimy iść do Bloku C. Komora będzie w podziemiach. Mam klucze. - powiedziała Esperka.
- już się nie mogę doczekać kiedy wejdę do tej komory gazowej… - rozmarzyła się Feliza. Z marzeń wytrącił ją dźwięk telefonu.
- Słucham?
- Słuchaj, gdzie wy jesteście? Myśmy przyszli pod szkołę i was nie było.
- Słuchaj Saiko, idziemy do komory bezgrawitacyjnej, ale nie będziemy na was czekać, jak chcecie to dojdźcie do nas, podam ci Esperkę.
- Słuchaj wyjdź na tyły szkoły, tam gdzie samochody wyjeżdżają, co nie? Kod do bramy to 4526, potem pójdziesz do Bloku C, co nie? Zostawimy wam drzwi otwarte, a następnie zejdziesz do podziemi, co nie? Pomieszczenie 13B – wyjaśniała Esperka, dziewczyna w glanach i zawieszoną na szyi pacyfką, ubrana w koszulkę punkowej kapeli o jakże uroczej nazwie „Pożar Lasu”. Jej krótkie ciemne włosy doskonale pasowały do reszty wyglądu.
BLOK „C”
Esperka, Felizka i Johnny byli już pod drzwiami z numerem 13B. Otworzyli drzwi kluczem i weszli do środka niewielkiego pomieszczenia z drugimi drzwiami na wprost nich. Do ścian były przytwierdzone siedzenia, a obok drugich drzwi, była zamontowana w ścianie tablica rozdzielcza.
- To je atendo-room komorii zerograwitakowej. Welkomcie, wy futurni astronautowie ent dziełajcie zgodni z instruktagiem. Ne smokujcie, ne agresujcie, ne dżołkujcie. To je zaważna sprawa do robienia dżołks. - powiedział głos z głośnika.
- Co to ma być? To jest w ogóle po polsku? - zdziwił się Johnny, chociaż dobrze zrozumiał treść słów - znajdowali się w poczekalni komory bezgrawitacyjnej.
- Nie, to nie jest w polish, to chyba w dialekcie polenguero. Widocznie jeszcze nie ustawili opcji językowych. - odpowiedziała mu Esperka. Podeszła do drugich drzwi, wyciągnęła z kieszeni kartkę, wpatrzyła się w nabazgrane na niej objaśnienia od pana Artura, a następnie pociągnęła jedną w wajch. Drzwi odsunęły się na bok.
- Teraz musimy przejść przez śluzę.
I weszli. Drzwi zamknęły się za nimi. Znajdowali się w pomieszczeniu wielkości windy. Esperka pociągnęła za inną wajchę (umieszczoną w ścianie śluzy). Początkowo nic się nie działo, poza tym, że rozległo się bzyczenie rozgrzewających się urządzeń antygrawitacyjnych. Jednak po chwili się zaczęło. Robili się coraz lżejsi, jednak w dalszym ciągu grawitacja była na tyle duża, że wszelkie próby latania mogły się skończyć co najwyżej złamaniem nosa. Wobec tego stali twardo na podłodze.
Felizka pierwsza wyczuła moment, w którym można było zacząć zabawę. Popchnęła Johnny'ego w plecy. Chłopak utracił równowagę i odruchowo zaczął machać rękami przerażony upadkiem. Jednak bez potrzeby jak się okazało, bo upadł lekko, jak na księżycu.
- Ej, Co ty robisz?? - rzucił urażony do Felizki.
- Oj, to taki dżołk był, zresztą przecież i tak nic ci się nie stało - odpowiedziała mu z niewinną miną.
- A nie słyszałaś, co powiedziała ta babka z głośników?! Miało być bez dżołków!
- Uspokójcie się, bo ktoś nas usłyszy. - upomniała obu Esperka. Johnny podniósł się z podłogi i oderwał się od niej. Grawitacja poszła w las. Otworzyły się drugie drzwi, przeszli przez nie już nie dotykając podłogi.

1 Comments:
Fajne opowiadanie ^_^ Imiona sa zajebiste xD Ciekawie się czyta. Czekam na kolejną część. Pozdrawiam
12:10 AM
Prześlij komentarz
<< Home