środa, czerwca 28, 2006

Wakacyjna szkolna samowolka (cz. 1)

- A teraz ci się nie uda - krzyknął Saiko uderzając piłeczkę nogą i równocześnie patrząc na Alexa, który już się szykował do odbicia piłeczki i strzału prosto w "bramkę", o ile przestrzeń ograniczoną przez nogi parkowej ławki można nazwać "bramką".
- Nie byłbym taki pewien, jestem w świetnej formie. - powiedział Alex, i kiedy doleciała do niego piłeczka, kopnął ją starając się trafić pod ławkę. Piłeczka wyleciała w powietrze prosto w kierunku "bramki", jednak z przyczyn technicznych nie doleciała do niej. Przyczyną techniczną okazała się Felizka, która właśnie przechodziła przez parkową alejkę, i nawinęła się na linię strzału.
- Ej, co ty robisz?? Zakłócasz nam grę! - Krzyknął Saiko.
- Zgadza się, zakłócam wam grę. - powiedziała Felizka z uśmiechem. - Ale nie bez powodu. Mam propozycję.
- Jaką propozycję? - Spytał Alex.
- Propozycję zabawy.
- Domyślam się... ale tak bardziej konkretnie? O jaką zabawę chodzi i w jakim wymiarze godzin ewentualnie była by ta zabawa? - Próbował dowiedzieć się szczegółów Alex.
- Jutro... jutro się wszystkiego dowiesz... bądź za piętnaście ósma pod Szkołą.
- No dobra, ale po co? - wtrącił się Saiko.
- Nie chce mi się teraz wam tego tłumaczyć. W każdym razie - przyjdzcie, a nie pożałujecie... - Rzuciła na pożegnanie Felizka i oddaliła się.
- Ty, idziemy tam? - Spytał się kolegi Alex.
- Można iść w sumie, zobaczymy co tym razem wymyśliła... - odpowiedział Saiko.

NASTĘPNEGO DNIA

Zbliżała się umówiona godzina, a niska dziewczyna o imieniu Feliza i włosach koloru szary blond zbliżała się do Szkoły. I chociaż dochodziła godzina ósma, to pod szkołą nie było wcale mnóstwa ludzi, a to dlatego, że właśnie trwały wakacje. Zaledwie jeden chłopak siedział na ławce przed bramą Szkoły.
- Hey Johnny! Jak się masz? – przywitała kolegę Felizka.
- Yo Feliza! W dechę! – odpowiedział jej Johnny.
- Na kogo czekasz? – zapytała się Feliza.
- Na ciebie, Alex mi mówił, że coś się szykuje.
- Ano, szykuje się. – Odparła i usiadła obok Johnny’ego – Ale to w takim razie gdzie on jest? Miał tu przyjść razem z Saiko.
- Powiedział, że nie wie czy przyjdą.
- A to barany totalne. Jak nie przyjdą, to przestanę się do nich odzywać.
- Ale właściwie co to będzie, podobno coś wymyśliłaś?
- Poczekaj, już idzie Esperka to ci powie, to ona to organizuje.

- Ahoj! O, Johnny! Jak robisz? – krzyknęła Esperka.
- Co robię?
- Ojej, to taki żart - tak jak po angielsku się mówi „how are you doing?”, co nie? Wiesz, taki anglicyzm…
- Rozumiem… a co TY robisz? Co właściwie zorganizowałaś?
- Aa… zaraz wejdziemy do szkoły to zobaczysz…
- Do szkoły? W wakacje? Totalnie oszalałaś?
- Oj, nie rób draki, zamknij się i słuchaj. Wiesz, że od września będziemy mieć nowy przedmiot – Wychowanie do Życia W Kosmosie, co nie? I będziemy mieć na lekcji zajęcia ze Stanu Nieważkości, co nie? I są przygotowane komory bezgrawitacyjne, wiesz, specjalne pomieszczenia, gdzie jak wchodzisz, to masz jak w kosmosie – stan nieważkości, i się unosisz w powietrzu.
- No co ty!
- No bez kitu ci mówię. Niezły odlot! Rozmawiałam już z panem Arturem, tym co nas będzie uczył tego przedmiotu, i on się zgodził, że nas wpuści do tej komory, pod warunkiem, że będziemy cicho i że nic nie rozwalimy. No właściwie – to on nie może oficjalnie tak nas wpuszczać, więc wszystko musi być załatwione cichcem, a on nas nie wpuści a raczej tylko "ułatwi wejście", jak to powiedział. No dobra – spojrzała na zegarek – nie ma ich, to idziemy sami.
- Ty, Esperka, ale jak tam wejdziemy? Brama jest zamknięta. – Zaniepokoiła się Felizka.
- Wyluzuj, wejdziemy tylnym wejściem.
Cała trójka ruszyła spod bramy, okrążając teren kampusu, skręcając w boczną uliczkę, aż doszli do zaułka, w którym mieścił się wyjazd dla samochodów. Przejścia broniła metalowa brama, u boku której znajdował się domofon.
- I co teraz? Brama jest zamknięta – jęknął Johnny.
- Nic się nie bój, pan Artur dał mi kod. – Esperka wystukała kod na klawiaturze domofonu („4526”), rozległ się brzęczek – brama została otwarta i towarzystwo mogło spokojnie dostać się na teren kampusu – miejsca gdzie znajdowała się szkoła, biblioteka, kino, i inne budynki należące do uczelni, które przez okres wakacji były nieczynne. Ale dzisiaj to nie było ważne - najważniejsze to by dostać się do komory bezgrawitacyjnej, gdzie człowiek czuje się lekki jak piórko.