czwartek, czerwca 29, 2006

Wakacyjna szkolna samowolka (cz. 2)

- Musimy iść do Bloku C. Komora będzie w podziemiach. Mam klucze. - powiedziała Esperka.
- już się nie mogę doczekać kiedy wejdę do tej komory gazowej… - rozmarzyła się Feliza. Z marzeń wytrącił ją dźwięk telefonu.
- Słucham?
- Słuchaj, gdzie wy jesteście? Myśmy przyszli pod szkołę i was nie było.
- Słuchaj Saiko, idziemy do komory bezgrawitacyjnej, ale nie będziemy na was czekać, jak chcecie to dojdźcie do nas, podam ci Esperkę.
- Słuchaj wyjdź na tyły szkoły, tam gdzie samochody wyjeżdżają, co nie? Kod do bramy to 4526, potem pójdziesz do Bloku C, co nie? Zostawimy wam drzwi otwarte, a następnie zejdziesz do podziemi, co nie? Pomieszczenie 13B – wyjaśniała Esperka, dziewczyna w glanach i zawieszoną na szyi pacyfką, ubrana w koszulkę punkowej kapeli o jakże uroczej nazwie „Pożar Lasu”. Jej krótkie ciemne włosy doskonale pasowały do reszty wyglądu.

BLOK „C”

Esperka, Felizka i Johnny byli już pod drzwiami z numerem 13B. Otworzyli drzwi kluczem i weszli do środka niewielkiego pomieszczenia z drugimi drzwiami na wprost nich. Do ścian były przytwierdzone siedzenia, a obok drugich drzwi, była zamontowana w ścianie tablica rozdzielcza.
- To je atendo-room komorii zerograwitakowej. Welkomcie, wy futurni astronautowie ent dziełajcie zgodni z instruktagiem. Ne smokujcie, ne agresujcie, ne dżołkujcie. To je zaważna sprawa do robienia dżołks. - powiedział głos z głośnika.
- Co to ma być? To jest w ogóle po polsku? - zdziwił się Johnny, chociaż dobrze zrozumiał treść słów - znajdowali się w poczekalni komory bezgrawitacyjnej.
- Nie, to nie jest w polish, to chyba w dialekcie polenguero. Widocznie jeszcze nie ustawili opcji językowych. - odpowiedziała mu Esperka. Podeszła do drugich drzwi, wyciągnęła z kieszeni kartkę, wpatrzyła się w nabazgrane na niej objaśnienia od pana Artura, a następnie pociągnęła jedną w wajch. Drzwi odsunęły się na bok.
- Teraz musimy przejść przez śluzę.

I weszli. Drzwi zamknęły się za nimi. Znajdowali się w pomieszczeniu wielkości windy. Esperka pociągnęła za inną wajchę (umieszczoną w ścianie śluzy). Początkowo nic się nie działo, poza tym, że rozległo się bzyczenie rozgrzewających się urządzeń antygrawitacyjnych. Jednak po chwili się zaczęło. Robili się coraz lżejsi, jednak w dalszym ciągu grawitacja była na tyle duża, że wszelkie próby latania mogły się skończyć co najwyżej złamaniem nosa. Wobec tego stali twardo na podłodze.

Felizka pierwsza wyczuła moment, w którym można było zacząć zabawę. Popchnęła Johnny'ego w plecy. Chłopak utracił równowagę i odruchowo zaczął machać rękami przerażony upadkiem. Jednak bez potrzeby jak się okazało, bo upadł lekko, jak na księżycu.
- Ej, Co ty robisz?? - rzucił urażony do Felizki.
- Oj, to taki dżołk był, zresztą przecież i tak nic ci się nie stało - odpowiedziała mu z niewinną miną.
- A nie słyszałaś, co powiedziała ta babka z głośników?! Miało być bez dżołków!
- Uspokójcie się, bo ktoś nas usłyszy. - upomniała obu Esperka. Johnny podniósł się z podłogi i oderwał się od niej. Grawitacja poszła w las. Otworzyły się drugie drzwi, przeszli przez nie już nie dotykając podłogi.

środa, czerwca 28, 2006

Wakacyjna szkolna samowolka (cz. 1)

- A teraz ci się nie uda - krzyknął Saiko uderzając piłeczkę nogą i równocześnie patrząc na Alexa, który już się szykował do odbicia piłeczki i strzału prosto w "bramkę", o ile przestrzeń ograniczoną przez nogi parkowej ławki można nazwać "bramką".
- Nie byłbym taki pewien, jestem w świetnej formie. - powiedział Alex, i kiedy doleciała do niego piłeczka, kopnął ją starając się trafić pod ławkę. Piłeczka wyleciała w powietrze prosto w kierunku "bramki", jednak z przyczyn technicznych nie doleciała do niej. Przyczyną techniczną okazała się Felizka, która właśnie przechodziła przez parkową alejkę, i nawinęła się na linię strzału.
- Ej, co ty robisz?? Zakłócasz nam grę! - Krzyknął Saiko.
- Zgadza się, zakłócam wam grę. - powiedziała Felizka z uśmiechem. - Ale nie bez powodu. Mam propozycję.
- Jaką propozycję? - Spytał Alex.
- Propozycję zabawy.
- Domyślam się... ale tak bardziej konkretnie? O jaką zabawę chodzi i w jakim wymiarze godzin ewentualnie była by ta zabawa? - Próbował dowiedzieć się szczegółów Alex.
- Jutro... jutro się wszystkiego dowiesz... bądź za piętnaście ósma pod Szkołą.
- No dobra, ale po co? - wtrącił się Saiko.
- Nie chce mi się teraz wam tego tłumaczyć. W każdym razie - przyjdzcie, a nie pożałujecie... - Rzuciła na pożegnanie Felizka i oddaliła się.
- Ty, idziemy tam? - Spytał się kolegi Alex.
- Można iść w sumie, zobaczymy co tym razem wymyśliła... - odpowiedział Saiko.

NASTĘPNEGO DNIA

Zbliżała się umówiona godzina, a niska dziewczyna o imieniu Feliza i włosach koloru szary blond zbliżała się do Szkoły. I chociaż dochodziła godzina ósma, to pod szkołą nie było wcale mnóstwa ludzi, a to dlatego, że właśnie trwały wakacje. Zaledwie jeden chłopak siedział na ławce przed bramą Szkoły.
- Hey Johnny! Jak się masz? – przywitała kolegę Felizka.
- Yo Feliza! W dechę! – odpowiedział jej Johnny.
- Na kogo czekasz? – zapytała się Feliza.
- Na ciebie, Alex mi mówił, że coś się szykuje.
- Ano, szykuje się. – Odparła i usiadła obok Johnny’ego – Ale to w takim razie gdzie on jest? Miał tu przyjść razem z Saiko.
- Powiedział, że nie wie czy przyjdą.
- A to barany totalne. Jak nie przyjdą, to przestanę się do nich odzywać.
- Ale właściwie co to będzie, podobno coś wymyśliłaś?
- Poczekaj, już idzie Esperka to ci powie, to ona to organizuje.

- Ahoj! O, Johnny! Jak robisz? – krzyknęła Esperka.
- Co robię?
- Ojej, to taki żart - tak jak po angielsku się mówi „how are you doing?”, co nie? Wiesz, taki anglicyzm…
- Rozumiem… a co TY robisz? Co właściwie zorganizowałaś?
- Aa… zaraz wejdziemy do szkoły to zobaczysz…
- Do szkoły? W wakacje? Totalnie oszalałaś?
- Oj, nie rób draki, zamknij się i słuchaj. Wiesz, że od września będziemy mieć nowy przedmiot – Wychowanie do Życia W Kosmosie, co nie? I będziemy mieć na lekcji zajęcia ze Stanu Nieważkości, co nie? I są przygotowane komory bezgrawitacyjne, wiesz, specjalne pomieszczenia, gdzie jak wchodzisz, to masz jak w kosmosie – stan nieważkości, i się unosisz w powietrzu.
- No co ty!
- No bez kitu ci mówię. Niezły odlot! Rozmawiałam już z panem Arturem, tym co nas będzie uczył tego przedmiotu, i on się zgodził, że nas wpuści do tej komory, pod warunkiem, że będziemy cicho i że nic nie rozwalimy. No właściwie – to on nie może oficjalnie tak nas wpuszczać, więc wszystko musi być załatwione cichcem, a on nas nie wpuści a raczej tylko "ułatwi wejście", jak to powiedział. No dobra – spojrzała na zegarek – nie ma ich, to idziemy sami.
- Ty, Esperka, ale jak tam wejdziemy? Brama jest zamknięta. – Zaniepokoiła się Felizka.
- Wyluzuj, wejdziemy tylnym wejściem.
Cała trójka ruszyła spod bramy, okrążając teren kampusu, skręcając w boczną uliczkę, aż doszli do zaułka, w którym mieścił się wyjazd dla samochodów. Przejścia broniła metalowa brama, u boku której znajdował się domofon.
- I co teraz? Brama jest zamknięta – jęknął Johnny.
- Nic się nie bój, pan Artur dał mi kod. – Esperka wystukała kod na klawiaturze domofonu („4526”), rozległ się brzęczek – brama została otwarta i towarzystwo mogło spokojnie dostać się na teren kampusu – miejsca gdzie znajdowała się szkoła, biblioteka, kino, i inne budynki należące do uczelni, które przez okres wakacji były nieczynne. Ale dzisiaj to nie było ważne - najważniejsze to by dostać się do komory bezgrawitacyjnej, gdzie człowiek czuje się lekki jak piórko.